NERWICA NATRĘCTW – PIEKŁO NA ZIEMI , SCHIZOFRENIA

NERWICA NATRĘCTW – PIEKŁO NA ZIEMI , SCHIZOFRENIA

Choruję od dzieciństwa .
Najpierw objawiało się to niewinnie; ustawianiem ludzików, samochodzików, sprawdzaniem gazu, sprawdzaniem czy drzwi są zamknięte, ustawianiem ciapów, ustawianiem szczoteczki do zębów, odkręcaniem i dokręcaniem długopisu, itp oczywiście po wielokroć.

Innym elementem było powtarzanie pewnych wyrazów czy zdań aż do  wyimaginowanej perfekcji, w myślach albo na głos.

Z biegiem lat choroba ewoluowała i się pogłębiała. Obsesje ruchowe zaczynały przechodzić w myśli, przez całą dobę a najbardziej natężone przed spaniem. Były to informacje zasłyszane w trakcie dnia, rozmowy, teksty piosenek, powiedzenia, informacje nabyte w szkole, natłok różnych myśli które musiałem przetworzyć tak żeby mnie to zadowalało oczywiście natręctwa ruchowe nie ustawały tylko zeszły na dalszy plan.
Innym problemem było odtwarzanie (wizualizowanie pewnych obrazów w głowie np. aktorów i różnych twarzy ludzi którzy w danej chwili przyszli mi do głowy)
Zawsze choroba dotykała rzeczy na których mi zależało.

Pod koniec szkoły podstawowej nastąpił moment przełomowy
Choroba zaczęła atakować moje mocne strony( to w czym byłem dobry, na czym mi zależało: wiedza , poglądy, informacje nabyte w szkole).
Obsesje ruchowe zaczynały schodzić na dalszy plan a większym
problemem stawały się myśli. Jeśli byłem np dobry z angielskiego to choroba to
atakowała na zasadzie całkowitej odwrotności i zamazywała wiedzę na jakiś czas,
nie miałem do niej dostępu albo utrudniony i nigdy po iluś godzinach, dniach nie
powracało to do pierwotnego stanu rzeczy, musiałem ta wiedzę odświeżać poprzez ponowne jej przyswojenie.Było to horrorem i zniechęcało mnie do czegokolwiek, zabijało moje walory,aspiracje, potencjał. Oczywiście cały czas atakowały mnie myśli typu( muszę powtórzyć coś ileś razy aż do wyimaginowanej perfekcji, natłok myśli, które musiałem przetworzyć, bo inaczej zaczynałem się fizycznie  czuć fatalnie,(niesamowity ból głowy(karku – wręcz trzeszczenie w karku przy poruszaniu głową) nie do zwalczenia przez leki, nieraz trwający kilka dni, nieraz tydzień, odruchy wymiotne, krztuszenie się, drżenie rak, pieczenie w gardle.

Choroba atakowała nawet takie aspekty jak mój wygląd, czy formę fizyczną
Kiedy zacząłem chodzić na siłownię na początku ogólniaka i uzyskiwać lepsze wyniki w pewnych ćwiczeniach czy lepszą muskulaturę ciała było to atakowane  tak jak wiedza, na zasadzie odwrotności. Myśli były tak silne że zaczynały mnie bolec mięśnie z którymi były one związane cierpnąć poszczególne partie ciała, zaczynałem tracić siłę co przekładało się na moje wyniki na siłowni(np nie mogłem zrobić tylu powtórzeń danym ciężarem co wcześniej tylko powiedzmy jedno czy dwa.

Innym elementem był urojony wpływ niektórych rzeczy takich jak telefony komórkowe, kable, gniazdka, przedmioty skierowane czubkiem w moją stronę na moje myślenie. W sytuacji gdy ktoś rozmawiając skierował tel. kom. w moja stronę urajałem sobie że fale mogą wpływać na moje procesy myślowe i tak się działo. Wszystkie moje walory malały nie potrafiłem wydusić z siebie słowa i  sformułować zdania tak jak przedtem, podobnie było z wyimaginowanym wpływem gniazdek elektrycznych,( nie mogłem leżeć blisko nich bo zachodził mechanizm taki jak powyżej), czy kabli przez które płynął prąd

Zacząłem się leczyć na początku 4tej klasy liceum, o dużo za późno i to był błąd(kiedy jedyną alternatywą było samobójstwo. Początkowo leki zaczęły działać pozytywnie przez
ok 1sze pół roku leczenia( ale wciąż było do dupy z tym że znośnie) Zdałem
maturę dostałem się na studia itd. Z biegiem lat choroba zmieniała swoje oblicze,
jedne problemy przeradzały się w inne gorsze, leki nie pomagały.
dostawałem inne, które albo nie działały w ogóle albo pogarszały sytuację.
Całe studia były droga przez mękę, objawy zaczęły wracać, przeradzać się w gorsze o  większym natężeniu.
Nieraz jedna stronę książki czytałem godzinę. Wiedza którą przyswoiłem przed egzaminem potrafiła rozmyć się w jednej chwili na zasadzie całkowitej odwrotności jak opisałem powyżej.
Początkowo powiedzmy umiałem na piątkę a finalnie zdawałem ledwo co na 3jkę

W połowie studiów oblałem semestr i przeniosłem się na studia zaoczne i jakoś dopchałem je do końca .
Studia kosztowały mnie o wiele więcej wysiłku energii, nerwów i poświeceń niż gdybym nie był chory. Można powiedzieć że studia były heroiczna walką.

Na dzień dzisiejszy choroba wygląda tak( składa się z 4 różnych elementów).

Pierwszy element – Napięcie – ogromne rozpieranie w całym organizmie (nieraz wiję się na łóżku tak jakbym miał eksplodować. Napięcie jest najsilniejsze rano i jak coś zjem. Sam się zastanawiam jak ja je wytrzymuje. Piję co jest pod ręką hydroxizinę, melissę, krople nasercowe, szyszki chmielowe. Czasami uda się je jakoś opanować a czasami tarzam się po podłodze cały dzień aż zachce mi się spać.

Drugi element – przetwarzanie informacji i problemy z koncentracją (są one związane nie tylko z samą chorobą ale i z negatywnym działaniem leków, które otępiają, co wielokrotnie mówili mi lekarze) do tego stopnia ze nieraz jeden wyraz przetwarzam kilkanaście minut, zdanie godzinę, nawet sam czas na zegarku elektronicznym często przetwarzam kilka minut. Najgorzej idzie mi z tym na czym mi najbardziej zależy( choć to nie reguła). Owe przetwarzania niezmiernie potęguje moją depresję i zniechęca do czegokolwiek. Powoduje frustrację nie do opisania. Oprócz tego zaczynam się fizycznie  czuć fatalnie,(niesamowity ból głowy(karku – wręcz trzeszczenie w karku przy poruszaniu głową) nie do zwalczenia przez leki, nieraz trwający kilka dni, nieraz tydzień, odruchy wymiotne, krztuszenie się, drżenie rak, pieczenie w gardle. Gdy przetwarzanie jednej rzeczy się przedłuża automatycznie włącza się  taki mechanizm: moje walory maleją, zdolności poznawcze też, mam problemy z wysłowieniem( nie mogę się wysłowić tak jak wcześniej), moje atuty maleją do minimum. Dopiero gdy przewałkuję daną myśl powoli zaczyna wracać do „normy”, i zaczynam wałkować drugą informację bo czasami wiele informacji ustawia się jakby w kolejce Napięcie o którym napisałem wyżej bierze się m.in z niemożności przetworzenia myśli. Im więcej myśli mi się spiętrzy tym większe napięcie, Nie mogę znaleźć sobie miejsca, czuję się jakbym miał eksplodować.

Trzeci element – Natręctwa i natłok myśli, które muszę przetworzyć, bo inaczej zaczynają się objawy takie jak napisałem powyżej. Natręctwa takie jak przesuwanie kabla od modemu czy poprawianie innych rzeczy. Oczywiście dotyczy to głównie rzeczy na których mi w danej chwili zależy.Nierzadko ma to znamiona schizofrenii, raz np. poprawiałem kabel, trwało to ok godziny, byłem już niesamowicie  zmęczony psychicznie oraz fizycznie i kropla potu kapnęła na dywan. W takich sytuacjach zawsze zakładam najgorszą możliwą wizję, tak było i tym razem. Uroiłem sobie że kropla potu trafiła w kabel i sól w nim zawarta może przepalić izolację w kablu Nieraz jedna czynność wykonuje parę godzin aż  rzeczywiście coś spieprzę i wtedy dochodzi u mnie do ekstazy nerwowej (jakbym miał pistolet albo truciznę natychmiast bym ja zażył bo jest to szał nie do wytrzymania). Owe natrętne myśli i czynności kosztują mnie wiele energii i czasami kilka godzin po wstaniu z łóżka jestem wrakiem człowieka i nie nadaję się do niczego. Poza tym w moim pokoju panuje niesamowity  bajzel. Jednak jest część rzeczy których nikt dotykać nie może bo są ustawione co do mm. W ogóle nie lubię jak mi się ktoś kręci po pokoju bo może coś nieopatrznie ruszyć przesunąć itp. Inny znamienny element to świąd. Kiedy zaczynam przetwarzać daną informację, zaczyna jak na zawołanie wszystko swędzieć; odciąga mnie od niej przez co wydłuża czas jej przetwarzania, najbardziej był nasilony kilka lat temu. Można powiedzieć że jego intensywność zmalała, na konto innych elementów, gorszych o silniejszym natężeniu. Co jest znamienne dla mojej choroby: jest jak w zasadzie naczyń połączonych. Jak jeden element słabnie, to inny się nasila, w ten sposób żeby całościowo było tak samo fatalnie

Czwarty element (wypadkowa powyższych)- niesamowita depresja i zniechęcenie do wykonywania czegokolwiek, wychodzę z domu jak muszę, robię
tylko to co muszę, nic ponadto. Nawet kiedy już mam nóż na gardle i jestem zmuszony do wyjścia z domu, cały czas jestem zawieszony pomiędzy myślami a światem otaczającym i nieobecny, pochłonięty przetwarzaniem bodźców z otoczenia i myślami które  mi w danej chwili przyjdą  do głowy. Nie jestem w stanie w pełni się skupić nad tym gdzie idę, co robię. Wielokrotnie bywało że wszedłem na słup od latarni, znak drogowy, zderzyłem się z kimś, nie zauważyłem krawężnika.

W międzyczasie wziąłem ok 30 różnych substancji( leków) w rozmaitych konfiguracjach  Jedne działały albo negatywnie albo w ogóle, po drugich czułem same objawy niepożądane.

Moim największym marzeniem od wielu lat jest jak najszybsze zejście z tego świata,. Raz się wieszałem ale sznurek się urwał (ważę) ok 100 kilo) w momencie kiedy traciłem już przytomność, podcinanie żył, próbowałem (ale to tylko na filmie), chyba że tętnicę szyjną.

Poza domem i w towarzystwie nawet jednej osoby(bliskiej) moje objawy się nasilają.
Percepcja i zdolności poznawcze drastycznie maleją pod wpływem nerwów

Przez 14 lat miałem psa o imieniu Hektor. To że był ze mną dodawało mi siły by walczyć z chorobą. Z czasem stał się jedyną istota na której mi zależało i dla której żyłem
Odszedł ok 5 lat temu. Od tego czasu i w sumie dużo wcześniej moje życie to wegetacja. Czekam na śmierć jak na zbawienie chyba że znajdę kogoś dla kogo będzie warto mimo wszystko z tym wszystkim walczyć ale to jest tak prawdopodobne jak trafienie 6ki w totka.
To tak w skrócie bo można by na temat mojej choroby i przeżyć napisać książkę.

Dwa razy byłem w szpitalu  ( bez sensu), poszedłem na odczepnego bo mnie rodzice molestowali,  2gi raz w innym ośrodku ,to także nie przyniosło najmniejszego efektu, lekarz wręcz mi powiedział że szpital nie jest  placówką która mogłaby mi pomóc, może wręcz pogorszyć sytuację bo jest więcej ludzi więcej rzeczy do przetworzenia, w związku z tym objawy się nasilają. Powiedziano mi że w tym stadium choroby jedyna rzeczą jaka może mi pomóc jest terapia behawioralna CBT
Byłem u psychoterapeuty od terapii behawioralnej który mi powiedział
ze na to wszystko za późno, można spróbować terapii w która ja osobiście nie
wierzę, ale trwałaby ona kilka lat i ów psychoterapeuta nie daje mi gwarancji
jakiejkolwiek poprawy, więc dałem sobie spokój.

Mam 30 lat, znam swoją chorobę na wylot,
tylko niestety nic związku z tym nie mogę zrobić, to jest jak piekło(jeżeli
wierzycie w piekło jako stan umysłu) to to jest właśnie to.

Powiem tak. Życie to chwila śmierć to wieczność, przynajmniej mam taka nadzieję. Ja osobiście znalazłem się już w takim punkcie gdzie nic nie ma sensu, od wielu wielu lat nie jestem w stanie czerpać jakiejkolwiek radości z życia, jest tylko smutek i męczarnia. Nic mnie tu nie trzyma, to dlaczego , w imię czego się męczyć, przecież i tak w końcu się umrze.Sprawdzian z wytrzymałości na cierpienie zdałem bo przeżywszy to co ja większość ludzi powiesiłaby się na własnych jelitach. Nie mam dla kogo żyć, ostatnia istotą dla której byłem gotów walczyć z tym kurewstwem był mój pies. Niestety nie ma go już na tym świecie. Nie wierzę w niebo nie wierzę w piekło takie jakie wykreowała religia katolicka  i inne pokrewne , wierzę w swobodną egzystencje bytów w świecie astralnym do którego możemy trafić po śmierci. Nie neguję reinkarnacji ale wolałbym żeby jej nie było . Może być już tylko lepiej albo wcale, gorzej na pewno nie. Nawet  gdyby śmierć była końcem wszystkiego i po śmierci miałbym zmienić się w nicość (to jest lepsze niż takie życie). Często przychodzi mi do głowy myśl (jako że nie neguję reinkarnacji) , że teraźniejsze życie jest karą za to co zrobiłem w poprzednim wcieleniu. Z drugiej strony nie ma tu logiki, bo jeżeli się cierpi to powinno się wiedzieć za co, inaczej nie ma to sensu.

Tak na koniec. To jest tylko zarys mojej choroby, jakbym miał opisywać każdy dzień walki to wyszłaby z tego wielotomowa encyklopedia

Opublikowano Autosugestia, choroba, cierpienie, Depresja, Hektor, leczenie, leki, leki - działania niepożądane, leki - skutki uboczne, męka, Nerwica, Nerwica Natręctw, objawy, obsesje, OCD, Paranoje, piekło, psychiatria, sen, Zaburzenia obsesyjno kompulsyjne, Życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 120 komentarzy

Bezsens życia

Mój stan z dnia na dzień się pogarsza, dzisiaj czuję się gówno. Nie mogę nic robić, niczego zacząć, przedsięwziąć, zabić ten czas kiedy nie śpię. Każdy dzień taki sam, gówniany. Każda próba  wypełnienia czasu czymś w rodzaju rozrywki staje się męczarnią. Żenada.

Opublikowano alienacja, bezsens, bezsens życia, choroba, cierpienie, Depresja, męka, Nerwica, Nerwica Natręctw, objawy, OCD, piekło, Zaburzenia obsesyjno kompulsyjne | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Nerwica Natręctw – piekło na Ziemi / Reset umysłu

Człowiek próbuje robić to na czego temat zdobył wiedzę, nabył umiejętności, co było okupione ogromnym wysiłkiem intelektualnym, a zostaje w jednej sekundzie sprowadzony na ziemię. Choroba złośliwie chce się do tego dobrać i udaje się jej , resetuje „dysk twardy” , a dotarcie do zresetowanych informacji jest jak odzyskiwanie danych ze spalonego dysku, okupione dziesięciokrotnie większą męczarnią niż ich pierwotne nabycie.. Po raz kolejny zostaję sprowadzony na ziemię, po raz kolejny odarty ze złudzeń że cokolwiek ma jakikolwiek sens, żenada. Jedyną uniwersalną wartością jest miłość, przyjaźń. Tych wartości we mnie, choroba nie atakuje.

Opublikowano bezsens, bezsens życia, choroba, cierpienie, Depresja, emocje, męka, mózg, natręctwa, Nerwica, Nerwica Natręctw, objawy, obsesje, OCD, piekło, Zaburzenia obsesyjno kompulsyjne, Życie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Nerwica Natręctw leki / nowy lek Gabapentin

Kilka dni temu zacząłem brać nowy lek. Lek o nazwie GABAPENTIN. W jego przypadku jakikolwiek skutek leczniczy (czy działania niepożądane) pojawia się po tygodniu więc za wcześnie żeby napisać cokolwiek o jego działaniu.Wziąwszy już ponad trzydzieści leków dawno przestałem się łudzić że jakiś lek przyniesie wymierne efekty;  ale jakby dygnęło choć o milimetr to byłoby to bardzo dużo. Oczywiście cały czas biorę trzy główne leki: Anafranil, Fevarin, Lerivon. Gabapentin i leki które wymieniłem w tym wpisie są na zasadzie dokooptowania.
Na przestrzeni ostatnich dwóch lat wypróbowałem trzy inne leki o których nie pisałem. Mianowicie: Solian,  Lyrica i Pinexet. Przy dwóch pierwszych nie poczułem żadnego działania, ani pozytywnego ani negatywnego więc je sobie odpuściłem, natomiast Pinexet biorę od czasu do czasu na spanie. Convulex, o którym pisałem również nic nie wniósł do mojej choroby.

Opublikowano choroba, leczenie, lek, leki, leki - działania niepożądane, leki - skutki uboczne, Nerwica, Nerwica Natręctw, Nerwica Natręctw Leki, OCD, ocd leki, Zaburzenia obsesyjno kompulsyjne | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Bardzo smutny sen

Miałem niedawno bardzo wzruszający sen. Byłem przy ogrodzeniu cmentarza, położyłem się na brzuchu i wykonując ruchy jak przy pływaniu żabką zacząłem lewitować, byłem duchem czy też postacią astralną, dla jednych to jedno i to samo , dla innych to dwie różne rzeczy. Tak czy owak miałem postać niematerialną i unosiłem się co raz wyżej. Unosząc się mijałem kolejne poziomy, każdy z nich oznaczał potencjał duchowy, który może mieć w sobie dana osoba. Ja siłą woli chciałem się wznieść jak najwyżej i… i minąłem skalę, na końcu skali pojawił się znak, który mówił, że kto go zobaczył powinien zakończyć lewitację, co też zrobiłem. W tym miejscu nadmienię, że nie chcę się puszyć i jawić jako superuduchowiony mistrz zen,gdzieś z dalekiego wschodu, rozmawiający z drzewami; po prostu opowiadam to co mi się śniło. Nagle zostałem przeniesiony do mrocznego mieszkania W jednym pokoju był śmiertelnie chory mały może pięcioletni chłopiec o blond włosach, w drugim jego ojciec. Ojciec znęcał się nad nim nie tyle fizycznie co psychicznie, cały czas na niego krzyczał, za wszystko ganił, chłopiec czuł się osaczony, płakał. Ja obserwowałam ich z góry, z wysokości sufitu. Nagle ojciec wszedł do pokoju chłopca i zaczął na niego wrzeszczeć i wymachiwać nad nim rękami. Wtedy rzuciłem się na ojca satrapę ale jako byt astralny nie mogłem go dotknąć. Zacząłem w niego dmuchać i starałem się swoimi ruchami  wywołać jakieś wibracje powietrza. Chyba moje wysyłki nie poszły na marne bo ojciec-tyran nagle jakby się wystraszył, do tego siłą woli udało mi się zgasić światło. Po jego ruchach i mimice, mam wrażenie, że w jego świadomości zaczyna się coś zmieniać, powoli dociera do niego że powinien być dla swojego synka opoką i pocieszycielem a nie tyranem w ostatnich miesiącach, tygodniach czy dniach życia.

Opublikowano Nerwica Natręctw, sen, Śmierć, sny, Życie | Otagowano , , , | 5 komentarzy

Między Snem a Jawą / ” Z nożem w nodze „

Mój stan i forma pisarska z każdym dniem się pogarsza, co raz rzadziej dodaję wpisy, ale niedawno wydarzyło się coś tak nieprawdopodobnego, że nie mogę tego nie opisać. Miałem sen. Śniło mi się że szukam baru, jestem lekko podchmielony, jestem sam i szukam jakiegoś lokalu, żeby kontynuować to co zacząłem. Znajduję takowy i wchodzę po schodach, lokal okazuje się być niezłą speluną ale mi to nie przeszkadza. Gdy wchodzę do środka wpada na mnie kelnerka / barmanka i ma do mnie pretensje że to moja wina, wywiązuję się więc między nami sprzeczka. W końcu ubliżam jej i odchodzę by siąść przy stoliku. Wtedy wstaje mężczyzna siedzący w rogu sali : długie włosy jak badyli, wąs , około pięćdziesiątki, wygląda jak stary grypser, i… rzuca we mnie nożem, nóż trafia w lewe udo tak mocno że jego koniec wychodzi z drugiej strony od wewnątrz. Nożownik podchodzi, wyjmuje go rozorując ranę i mówi śmiejąc się: ” tak też celowałem „. Rozchylam ranę, widzę nagie mięso, jest naprawdę okazała. Wychodzę z baru utykając i biję się z myślami. W wielu snach przez kilka ostatnich lat przewijał się wątek treningu na siłowni, a konkretnie uprawiania trójboju siłowego w zamkniętej grupie ( miałem tam fajną kumpelę, która mnie motywowała do treningów), brałem w rwaniu trzysta kilo. Myśląc teraz po tym co zaszło, ubolewam nad tym, że na bardzo długi okres będę musiał odstawić treningi. Innym motywem przewijającym się w snach jest moja dominacja w mieście jeśli chodzi o walkę wręcz, w tym wypadku też dopada mnie ubolewanie, że będę się musiał wykreślić z ligi. Powoli budzę się; był to ostatni etap mojego snu, bo zwykle budzę się dwa trzy razy. Chcę podnieść lewą nogę aby wstać ( mam ustawione łóżko tak, że zawsze wstaję lewą nogą ) i odczuwam niesamowity rwący ból uda, który paraliżuje mnie, nie jestem w stanie wykonać żadnego ruchu nogą i padam na łóżko. Próbuję delikatnie ruszać nogą ale ból jest tak silny, że nie mogę go przezwyciężyć, ale stopniowo minuta po minucie jego natężenie się zmniejsza. Jako że nie wstałem jeszcze „duchem” mój umysł nie był jeszcze zbyt klarowny aż nagle mnie olśniło, powiązałem sen z teraźniejszością i  trochę mnie zamurowało. Nie spałem długo, jakieś półtora- dwie godziny, zadziwiające jest jak w tak krótkim czasie umysł człowieka jest w stanie skonstruować senny scenariusz będący odzwierciedleniem aktualnego stanu fizycznego ( w tym wypadku bólu nogi ). Z tym że jest jeden szkopuł; ja podczas snu nie odczuwałem bólu nogi, gdy się obudziłem również nie, dopiero gdy chciałem nią poruszyć, zatem we śnie, do mózgu nie mogła dojść informacja o bólu na podstawie której umysł stworzył tę historyjkę . Może więc to „Nowy Koszmar Wesa Cravena” Koszmar koszmarem, załóżmy, że w czasie snu gdzieś ten ból się tlił i i sygnały do mózgu dochodziły.

Opublikowano Autosugestia, emocje, krew, mózg, Nerwica, Nerwica Natręctw, sen, sny | Otagowano , , , , , , | 4 komentarzy

Nerwica Natręctw , Leki , Alkohol

Ale mam ochotę się nachlać, upić do nieprzytomności. Jeszcze jakieś cztery lata temu trochę popijałem; jedno piwo, dwa. Mocniejsze trunki takie jak wina, nalewki tudzież drinki też się zdarzały. Natomiast czystej nie miałem w ustach od studniówki czyli jakieś czternaście lat temu. Nie ma tygodnia żeby nie śniło mi się jak chlej wódę szklankami, szukam ostatniego otwartego baru i znajduję go , gdzieś przy wyjeździe z miasta, a tam koledzy z liceum. Zamawiam kolejkę za kolejką, wznosimy toasty aż kieliszki pękają. Wtedy w lokalu, od podłogi aż po sufit powoli wzbiera tafla wódki, jest tak wysoko, że ledwo mogę oddychać. Nurkuję i pływam w czystej jakbym zamiast płuc miał skrzela. Niestety takowy scenariusz może pozostać jedynie w sferze marzeń. Kiedyś miałem nieprzepartą chęć wypić piwo. Otworzyłem butelkę spragniony jak sucha ziemia ulewy Z każdym małym łyczkiem zaczynałem się robić coraz bardziej śpiący i zanim minęło piętnaście minut, praktycznie zasnąłem na siedząco. Tak działa alkohol w połączeniu z lekami , które biorę; także nawet szklanki piwa nie mogę wypić, i tak już pozostanie do końca.  A tak na marginesie pisząc to, miałem dwa razy deja vu.

Opublikowano lek, leki, leki - skutki uboczne, Nerwica, Nerwica Natręctw, Nerwica Natręctw Leki, OCD, ocd leki, przyjemności, sen, sny, Zaburzenia obsesyjno kompulsyjne | Otagowano , , , , , , , , , , , | 3 komentarzy

Nerwica Natręctw , Depresja / Blog

Ci, którzy czytają blog zapewne zauważyli, że wpisy różnią się od siebie jakością stylu. Wynika to z tego, że posty były i są pisane przeze mnie  podczas różnych stanów umysłu. Oczywiście w 99 procentach jest to uwarunkowane chorobą; zmiennością moich możliwości. Cały czas walczę żeby było jak najlepiej.

Opublikowano choroba, Nerwica, Nerwica Natręctw, objawy, OCD, Zaburzenia obsesyjno kompulsyjne | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Sen , Elfy , Film i Pocałunek

Miałem ostatnio bardzo fajny sen. Byłem aktorem.  Grałem w filmie w którym wątkiem przewodnim była obrona Ziemi przed najeźdźcami z kosmosu . W świecie realnym ludzie żyli na Ziemi w harmonii z elfami. Elfy różniły się od tych z opowieści fantasy wzrostem, były nieco wyższe.
Ja, byłem odtwórcą głównej roli, żołnierzem sił specjalnych a moją partnerką w walce była waleczna królowa elfów, którą grała elfka z elfiego szlacheckiego rodu, piękna na ciele jak i na duszy. Ja, grałem w uniformie , w butach na trochę wyższym koturnie Oprócz tego na planie byłem w gorsecie; bo mam trochę brzucha. W związku z powyższym elfka odtwarzającą swoją rolę nie widziała tak naprawdę mnie i  mojej twarzy. Zakończono zdjęcia do filmu, a ona cały czas nie wiedziała jak wyglądam naprawdę bo nie zdejmowałem kostiumu żeby jej nie rozczarować a ona niezmiernie pałała chęcią zobaczenia, kto się kryje pod tym uniformem. Nadszedł dzień premiery i było uroczyste spotkanie ludzi zaangażowanych w produkcję filmu, oczywiście nie mogło się obejść beze mnie, bo przecież byłem odtwórcą głównej roli męskiej. Pomyślałem, co będzie to będzie. Staliśmy na piedestale, a ja w środku. Wtedy weszła ona, była jeszcze piękniejsza niż na planie filmowym, długie włosy platynowy blond. Kiedy intuicyjnie wyłowiła mnie wzrokiem spośród ekipy filmowej widziałem że jest wyraźnie zaintrygowana, o rozczarowaniu nie było mowy.. Podeszła do mnie lekko się schyliła i nasze usta się spotkały. Pocałunek był tak wyraźny, realistyczny. Ta chwila była czymś wspaniałym,  tęsknię za tym snem i za nią.

Opublikowano emocje, Miłość, Nerwica, Nerwica Natręctw, sen, sny, Świat | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Nerwica Natręctw / Rezonans Magnetyczny c.d.

Na badanie rezonansem magnetycznym zdecydowałem sie z czystej ciekawości, bo przecież wiadomo, że nawet w przypadku wykrycia jakichś zmian w tkance mózgowej trepanacji czaszki się nie poddam.  Właściwie początkowo miałem zrobić tomografię ale po zaczerpnięciu języka w internecie uznałem że w tego typu przypadkach rezonans może być opcją lepszą bo obraz mózgu z wszelakimi patologicznymi zmianami jest dokładniejszy. Miałem do wyboru; badanie bez kontrastu i badanie z kontrastem ( po podaniu tej substancji obraz jest jeszcze wyraźniejszy) a podaje się go drogą dożylną podczas samego badania  rezonansem co daje dwie obrazy obszaru mózgu i w takiej kolejności obraz jest opisywany przez specjalistę. Należy nadmienić, że sama substancja pod tytułem „kontrast” jest toksyczna dla organizmu i kilka dni przed rezonansem trzeba zrobić badanie wydolności nerek (badanie poziomu kreatyniny we krwi) . Chodzi tu o jak najszybsze wydalenie „substancji kontrastowej” z organizmu. W związku z tym już po badaniu rezonansem magnetycznym należy w jak najkrótszym czasie wypić jak największą ilość płynu by jak najszybciej wydalić wraz z moczem ów kontrast. Ostatnie dni przed badaniem nie odczuwałem żadnego stresu, prawie w ogóle o tym nie myślałem. Kiedy wszedłem do poczekalni gabinetu z miejsca moją uwagę przykuła uroda pani z rejestracji. Szkoda, że w temacie kontaktów damsko-męskich mam już od dawna pozamiatane jako i w życiu przecież. Badanie wyglądało następująco: Przed badaniem założono mi wenflon, przez który w czasie badania miał być podawany ów „kontrast”. Włożyłem sobie zatyczki do uszu i położyłem się na leżance. Potylicę miałem unieruchomioną obejmą – czymś w rodzaju hełmu , na twarz założono mi nakładkę odpowiednio wyprofilowaną z otworami na oczy; Było nieco klaustrofobicznie bo głową mogłem ruszyć może na milimetr-dwa. Gdyby coś takiego przydarzyłoby mi się w innych okolicznościach np. w jakiejś jaskini i byłbym zdany na siebie sparaliżowałby mnie strach, tutaj wiedziałem, że wszystko jest pod kontrolą ( dwie panie czuwały nad tym żeby wszystko był OK ) więc nie byłem zatrwożony, odczuwałem tylko dyskomfort. A więc wjechałem do tunelu, czy też pod kopułę. W prawej ręce miałem gruszkę którą mogłem dać sygnał by przerwano badanie,  ze względu na jego specyfikę czyli praktycznie całkowite pozbawienie możliwości poruszania się i związane z tym odczucia klaustrofobiczne, oraz natężenie dźwięku (podobno jakieś 15 -20 % badanych nie wytrzymuje).
I zaczęła się kanonada. Dźwięki, ich brzmienie, natężenie, długość były bardzo zróżnicowane. Jedne przypominały buczki alarmowe w zakładach przemysłowych, inne odgłos drukarki podczas drukowania ( tylko jakieś dziesięć razy głośniej ). Inne z kolei stukot końskich kopyt. Niektóre mnie wręcz rozbawiały więc się podśmiewałem. Ogólnie rzecz biorąc byłem przygotowany więc nie robiło to na mnie większego wrażenia, chociaż nie wiem jakby to wyglądało bez zatyczek , generalnie nie było głośniej niż w pierwszej lepszej dyskotece, pod koniec badani  zaczął pobolewać mnie kark od leżenia w stałej pozycji, badanie trwało jakieś pięćdziesiąt minut.

Sam wynik badania w poprzednim wpisie nieco przeinaczyłem, sam nie wiem dlaczego.
Rzeczywisty brzmi następująco: Dwie drobne przestrzenie płynowe o średnicy 4 i 3 mm widoczne są w okolicy dolnej części odnogi tylnej torebki wewnętrznej po stronie lewej- prawdopodobnie o charakterze poszerzonych przestrzeni okołonaczyniowych Robina- Virchowa. Tkanka mózgowa w granicach normy.

Jestem umówiony na wizytę u neurochirurga celem konsultacji odnośnie tych dwóch przestrzeni płynowych

Jakoś udało mi się napisać ten post … w kilkunastu podejściach

Opublikowano choroba, emocje, leczenie, mózg, Nerwica, Nerwica Natręctw, OCD, Zaburzenia obsesyjno kompulsyjne, żyła | Otagowano , , , , , , , , | 9 komentarzy

Nerwica Natręctw / Ucieczka w Sen

Mój stan z dnia na dzień się pogarsza. Wydawałoby się, że jest tak źle, że nie może być gorzej…  a jednak. Nie wiem czemu to przypisać; aura, oddziaływanie wszechświata, czy zwyczajna nagła progresja objawów  Ostatnie dni są niczym wyjęte z życiorysu, siedzę jak w katatonii w świecie swoich przetwarzań i nie mam kontaktu z otaczającym mnie światem.
Od jakichś kilkunastu dni wydłużam sen do maksimum, bo to jest jedyna opcja ucieczki przed tym kurewstwem co siedzi w mojej głowie, ale i we śnie mnie dopada, i wtedy się budzę. Ostatnio spałem dobę z hakiem. Jednak coś za coś. Im dłuższy sen , tym większe na pięcie po przebudzeniu. Dajmy na to wstałem wczoraj o siedemnastej i dopiero teraz kiedy mój dzień zbliża się ku końcowi napięcie zaczyna lekko odpuszczać, ale to tylko jeden z elementów choroby, inne pozostają bez zmian, czyli w ciągłej progresji ; właściwie nie wiem jak udało mi się wygospodarować czas by napisać ten post. Wracając do snów, po prostu tęsknię za nimi, nieważne czy śni mi się coś mniej lub bardziej przyjemnego.

Opublikowano alienacja, astral, choroba, cierpienie, Depresja, męka, Nerwica, Nerwica Natręctw, objawy, OCD, pogoda, sen, sny, Zaburzenia obsesyjno kompulsyjne | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | 8 komentarzy